Myśliwym być i wiecej nic

Co ludzi ciągnie do myślistwa?

Co roku, przybywa ponad cztery tysiące myśliwych. Co sprawia, że Polacy (szczególnie młodzi) tak garną się do tego elitarnego hobby? To proste. Zostanie myśliwym to najprostszy sposób na legalne posiadanie broni.

Zagrożenia płynące ze współczesnego świata (np. nielegalna imigracja, terroryzm czy wojna na Ukrainie) sprawiają, że coraz więcej Polaków, chce mieć dostęp do legalnej broni. A jak to pragnienie można zrealizować w praktyce? Najprościej zostając myśliwym. Bo kandydat na myśliwego przechodzi specjalistyczne szkolenie tylko raz. A gdy już zostanie myśliwym, to do końca życia może legalnie posługiwać się bronią. Natomiast inni ludzie (np. strażacy, policjanci czy ochroniarze) mają znacznie gorzej. Oni muszą regularnie, (co pewien czas), przechodzić badania psychologiczne i sprawnościowe.

Poza tym, nie każdy kto chce posługiwać się bronią – chciałby pracować, jako policjant czy strażak. A co na temat polowań i myśliwych sądzi społeczeństwo? Okazuje się, ze tylko 10 procent społeczeństwa popiera myśliwych! Co więcej, wielu rodaków uważa, że myślistwo to przeżytek. To skamienielina, która była dobra kiedyś, kiedy człowiek potrzebował pożywienia. A dzisiaj, myślistwo zupełnie nie ma racji bytu. Co gorsza, myśliwi uśmiercają zwierzęta, chwalą się porożem łosia czy jelenia i na dodatek, czerpią z tego dużą przyjemność. Na polowaniach, spożywa się nagminnie alkohol i to często w doborowym towarzystwie. Bo myślistwo to hobby dla elit, to sport, który uwielbiają ludzie bogaci, wpływowi i zamożni. Każdy przecież wie o tym, że wśród myśliwych jest wielu posłów, biznesmenów, prokuratorów, polityków czy policjantów. Poza tym, polowanie to doskonała okazja do zacieśnienia znajomości „po strzelbie” i załatwiania rozmaitych interesów…

Nie lepsze zdanie o myśliwych mają także ekolodzy czy obrońcy zwierząt. Uważają oni, że myślistwo, którego celem jest rozrywka, przyjemność oraz trofea myśliwskie powinno trafić do lamusa. Bo przyroda od wieków radziła sobie doskonale sama. W dzisiejszych czasach, powinien być dopuszczony tylko tzw. odstrzał sanitarny. Czyli odstrzał dzikich zwierząt, które są ranne lub chore. Ale ten odstrzał powinien być wykonywany przez przeszkolonych pracowników lasów państwowych, a nie myśliwych.

Co więcej, obrońcy zwierząt nie ufają myśliwym i podejrzewają ich o niecne praktyki. Jak to?? Przykładem są dziki. Populacja tych zwierząt wciąż rośnie, mimo systematycznych odstrzałów dokonywanych przez myśliwych. Pytanie zatem brzmi: dlaczego tak się dzieje? Obrońcy dzikich zwierząt odpowiadają: to z powodu dokarmiania dzikiej zwierzyny przez myśliwych! Brać myśliwska, na masową skalę dokarmia dzikie zwierzęta paszą, np. kukurydzą. Efekt jest taki, ze pożywienia jest bardzo dużo i zwierzęta rozmnażają się na potęgę. A przecież każde dzikie zwierzę jest przyzwyczajone do okresowych braków pożywienia. Jednak w dzisiejszych czasach, nie występuje niedobór pożywienia i miot młodych dzików rośnie jak na drożdżach. I oczywiście dożywa wieku dorosłego.

A później wyjada np. kukurydzę z pól uprawnych rolników. Można zatem powiedzieć, że myśliwi nie dokarmiają dzikiej zwierzyny. Tylko tak naprawdę… hodują dziką zwierzynę po to, aby następnie do niej strzelać. A co ze słynnym afrykańskim pomorem świń, w skrócie ASF? Przecież dziki go roznoszą. Tak, ale ta choroba nie zagraża człowiekowi tylko trzodzie chlewnej. I co ciekawe, winę za to ponosi człowiek. Dziki są niewinne. Człowiek bowiem podrzuca zarażone wieprzowe mięso dzikiej zwierzynie. A dzika zwierzyna je zjada. Poza tym, dziki migrują, np. z lasów białoruskich czy ukraińskich do lasów polskich. I odwrotnie. I tym sposobem przenoszą rozmaite choroby, w tym również słynny ASF. To dlatego, co rusz słyszymy w mediach o kolejnym ognisku ASF. Jednak walka z afrykańskim pomorem świń, przypomina walkę z wiatrakami.

 

Dodaj komentarz