Jak dalej rozwijać gospodarkę?

Jak wyjść z pułapki średniego rozwoju i dostać się do elitarnego grona 20 najbardziej rozwiniętych gospodarek świata?

Dzisiaj, polski model gospodarczy oparty na taniej sile roboczej, powoli wyczerpuje swoją formułę. Jak zatem dalej rozwijać gospodarkę? W którą stronę powinniśmy pójść, aby dostać się do elitarnego klubu 20 najbardziej rozwiniętych gospodarek świata?

Pomysłów na rozwój polskiej gospodarki, było już, co niemiara. Na przykład, Leszek Balcerowicz chciał całkowicie liberalnej gospodarki na wzór amerykański. Na szczęście, nie udało się wdrożyć tego modelu w praktyce. A to z powodu braku polskiego kapitału. Natomiast Lech Wałęsa, był zafascynowany Japonią i chciałby Polska stała się drugą Japonią. Z kolei Donald Tusk, nie cierpiał gospodarki i jej nie rozumiał. Ale od lat, jest pod urokiem gospodarki niemieckiej i dlatego uważał, że polska gospodarka powinna naśladować gospodarkę niemiecką. Teraz, kiedy premierem jest M. Morawiecki pojawiły się głosy, że polska gospodarka powinna być rozwijana tak, jak gospodarka koreańska. To jest poprzez czebole, czyli koncerny produkujące dosłownie wszystko. (Np. smartfony, samochody, telewizory, chemię domową, nawozy itd.). W polskim wydaniu, rolę czeboli miałyby spełniać największe państwowe przedsiębiorstwa, czyli spółki z większościowym udziałem Skarbu Państwa. Jednak model koreański, opiera się o subsydiowanie gospodarki, udzielanie nisko oprocentowanych kredytów, żonglowanie własną walutą (czytaj: celowe zaniżanie kursu narodowej waluty), zwolnienia podatkowe dla firm produkujących na eksport, ulgi pracownicze, podporządkowanie gospodarki eksportowi, prześladowania firm, które nie chcą produkować na eksport, zwolnienia celne oraz ciągłe parcie na wzrost gospodarczy. I to wszystko, zorganizowane jest na sposób wojskowy!

W polskich warunkach, to mrzonka. A to dlatego, że jesteśmy od 14 lat w Unii Europejskiej i ograniczają nas różne regulacje unijne, jak choćby zakazy pomocy publicznej. Poza tym, gospodarka koreańska po latach sukcesów (PKB na poziomie 10%-15% rocznie) wyraźnie zwolniła. W ostatnich latach, wzrost PKB Korei Południowej wynosił tylko 2%-3% rocznie. Natomiast wzrost PKB Polski w 2017 roku, wyniósł 4,6%.  To prawda, że chcielibyśmy wejść do elitarnego grona 20 najbardziej rozwiniętych gospodarek świata. (Korea Południowa jest na 11 miejscu, ale pracowała na to w iście wojskowym drylu od 1953 roku). Nie będzie to jednak proste. A to dlatego, że motor naszego rozwoju (wykwalifikowana i tania siła robocza) jedzie coraz wolniej.  Problemy demograficzne dotykają nas coraz bardziej. Przez ostatnie lata, rodziło się w Polsce bardzo mało dzieci. Natomiast starsze pokolenia, przechodzą na emeryturę. To sprawia, że zaczyna brakować rąk do pracy. Sytuację pogarszają jeszcze inne, niekorzystne zjawiska. Na przykład fakt, że ponad dwa i pól miliona osób przebywa za granicą. I na razie, nie zamierzają oni wracać do kraju. Bo za granicą zarabiają o wiele więcej. Z kolei pokolenia 50+ oraz 60+ narzekają, że choć chcieliby jeszcze popracować, to nikt nie chce ich zatrudnić. (Faktycznie, ostatnie ankiety przeprowadzone wśród pracodawców pokazały, że tylko 9% przedsiębiorców planuje zatrudnienie pracowników z tych grup wiekowych). Nie lepiej sprawa wygląda na polskiej wsi. To tam mieszka ponad 35% polskiego społeczeństwa. Ale tylko około 40% z nich, żyje z rolnictwa. Natomiast reszta, jest na garnuszku państwa lub łapie różne dorywcze fuchy. To naturalny rezerwuar siły roboczej, ale nie tak łatwo, będzie z niego można skorzystać.

Dlaczego? A to z dwóch powodów. Po pierwsze, ci ludzie musieliby się przeprowadzić tam, gdzie jest praca (np. o 100-200 km od swego miejsca zamieszkania). Po drugie, ci pracownicy musieliby gdzieś zamieszkać. A wynajęcie nawet małego mieszkania na wolnym rynku, pochłonęłoby lwią część ich wynagrodzenia. Potencjalni pracownicy rodem ze wsi, potrafią liczyć. I dlatego, tak niewiele osób decyduje się na taki krok. Nasi decydenci wiedzą o tym i dlatego próbują wdrożyć w życie program Mieszkanie+, gdzie będzie można wynajmować tanio mieszkania na terenie całego kraju. To ma poprawić mobilność pracowników i przyczynić się do podniesienia gospodarki na wyższy poziom. Ale to dopiero melodia przyszłości. Nasze ambicje, są także skutecznie temperowane przez brak rodzimych marek, rozpoznawalnych na rynku europejskim i światowym. Niestety, odnosimy sukcesy w eksporcie, ale jest to zwycięstwo pyrrusowe. A to dlatego, że nasze sztandarowe wyroby (np. meble czy kosmetyki) sprzedajemy głównie nie pod markami własnymi, lecz pod markami obcymi. I to zagraniczni kontrahenci, zgarniają lwią część wypracowanego przez nas zysku. Tak samo sytuacja wygląda np. w przemyśle motoryzacyjnym. My montujemy samochody z części wcześniej przywiezionych do nas z zagranicy. I otrzymujemy wynagrodzenie za wykonaną pracę. Następnie, samochody są (w większości) sprzedawane za granicą, a nam puchną tylko statystyki eksportu. Natomiast zagraniczni właściciele fabryk, cały zysk ze sprzedaży samochodów zgarniają do swojej kieszeni. Inaczej mówiąc, pracujemy na pomnażanie zagranicznego kapitału… Wyjściem z tej pułapki, ma być pakiet przepisów prawnych określanych, jako Konstytucja dla biznesu. Powołanie do życia Polskiego Funduszu Rozwoju, który ma wspierać dobrze rokujące polskie firmy, tak, aby z małych krajowych firm, stały się graczem najpierw europejskim, a później światowym. Położenie nacisku na inwestycje bezpośrednie, które mają przyczynić się do stworzenia dobrze płatnych miejsc pracy. Budowanie marek własnych, które mają sprawić, że płace w Polsce powędrują w górę. Czy też, ściślejsza współpraca państwa z prywatnymi podmiotami gospodarczymi, np. w obszarze elektro mobilności przy budowie polskich elektrycznych autobusów i samochodów.

Nieźle to wygląda na slajdach podczas prezentacji, ale czy sprawdzi się w praktyce? Wielu fachowców w to wątpi. Dlaczego? Ponieważ w naszym kraju, nigdy tak na dobrą sprawę, państwo nie żyło w symbiozie z biznesem. Za to, ścigano różnej maści prywatną inicjatywę, np. kontrolami przeprowadzanymi przez rozmaite urzędy państwowe. I dlatego, przedsiębiorcy w większości nie mają zaufania do państwa. Ba, na to zaufanie, państwo będzie musiało zapracować sobie, przez co najmniej kilka lat. Co więcej, przedsiębiorcy, posiadają na kontach firmowych, grubo ponad 300 miliardów złotych. Te pieniądze, nie pracują i nie przyczyniają się do rozwoju polskiej gospodarki… Z drugiej strony jednak, nikt jeszcze, nie sprecyzował ile państwa powinno być w gospodarce, tak, aby nie dochodziło do anomalii rynkowych. Tak, aby nie dochodziło do korupcji, ograniczania elastyczności firm i nietrafionych decyzji państwa, które tylko blokują rozwój przedsiębiorstw. Wydaje się, że dzisiaj przyszłość nie należy do dużych firm, które z racji swej naturalnej ociężałości, z opóźnieniem reagują na wyzwania rynku. Dziś, przyszłość należy do firm mniejszych, które sprzedają produkty innowacyjne, posiadające ogromny potencjał rynkowy oraz zgarniające bardzo wysoką marżę zysku. Wydaje się, że w dobie narastającego protekcjonizmu, wojenek celnych czy nakładania sankcji na kraje nierespektujące zasad demokracji, to właśnie innowacyjne produkty – pozwolą firmom na utrzymanie w miarę zrównoważonej sprzedaży. A to dzięki dostępowi do rynków w różnych krajach świata. A kiedy dowiemy się, co się udało a co nie wypaliło? Najbliższe lata, tj. lata 2018 oraz 2019 (Polska pod rządami PiS) realnie pokażą, czy wyrwiemy się z pułapki średniego rozwoju. Czy też, wkroczymy na ścieżkę prowadzącą nas do elitarnego klubu 20 najbardziej rozwiniętych gospodarek świata.

Dodaj komentarz